Często nasze koszmary mają imię

Nie jestem fanką twórczości Anety Jadowskiej. Pierwsza jej powieść, z jaką miałam nieprzyjemność się zetknąć to Złodziej Dusz, pierwszy tom o Dorze Wilk – policjantce i wiedźmie jednocześnie. Ta pozycja nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia i jeszcze długo po tej wpadce nie byłam w stanie dać  autorce szansy. Coś się jednak zmieniło, kiedy pewnego zimnego dnia zobaczyłam okładkę Dziewczyny z Dzielnicy Cudów.

Tak, wiem. Książki nie ocenia się po okładce, a sam wygląd nie powinien być czymś, po czym oceniamy człowieka. Ale prawda jest taka, że wszyscy to robią – obojętnie, czy tyczy się to książek, czy ludzi. Mnie ta okładka wbiła w ziemię i wołała do mnie Weź mnie do ręki! Czytaj mnie! Głupota, ale tak czułam. Nie kupiłam jej wtedy. Dopiero gdy nabyłam czytnik w abonamencie z Legimi to okazało się, że jest w nim właśnie ta książka. Wiedziałam już, że muszę ją przeczytać. I tak też się stało.

A. Jadowska, Dziewczyna z Dzielnicy Cudów, wyd. Sine Qua Non, s. 320

Nikitę można uznać za zgorzkniałą samotniczkę. Nie ma przyjaciół i nie chce ich mieć. Ma za to wiele imion i matkę, której nienawidzi, a która jednocześnie jest jej szefową. Gdy pewnego dnia Irena przydziela Nikicie partnera do pracy dziewczyna wie już, że jej matka chce ją zdenerwować. Przecież wie, że wszyscy jej partnerzy giną przed skończeniem okresu próbnego! Po co w takim razie go przysłała?!

Jedyne o czym marzy Nikita to w spokoju pracować i nie stać się podobną do swoich rodziców. Jako córka zabójczyni i szaleńca ma genetyczne predyspozycje by stać się jedną z tych osób. Czy uda jej się zawalczyć o siebie? Czy nowy partner okaże się w tym pomocny?

Jedno co mogę powiedzieć z całą pewnością – pani Jadowska wypracowała sobie dużo lepszy warsztat literacki niż ten, który zapamiętałam z pierwszej powieści. Widzę ogromne zmiany i to zmiany na plus. Pierwszej części o Dorze Wilk nie mogłam czytać, tak była kiepsko napisana. Tutaj język, sposób opisania świata przedstawionego, sama fabuła, stoją na o wiele wyższym poziomie. Co jak co, ale lata praktyki swoje robią.

Plusem książki są bohaterowie – każda postać występująca w tej książce jest spójna, nieprzesadzona i realistyczna na tyle, na ile jest to możliwe w Dzielnicy Cudów, którą rządzi magia. Nikitę i Robina da się lubić – jego za szlachetność i dobroć, ją za praktyczny, analityczny umysł, cierpkie poczucie humoru i to, że mimo zła, do którego zmuszą ją uprawianie swojego zawodu  stara się, aby nikogo niepotrzebne nie krzywdzić. Są naprawdę ciekawi i z pewnością zostawią w wyobraźni czytelnika trwały ślad.

Bardzo dobrym pomysłem wydawnictwa, czy też samej autorki, są rysunki. Piękne, odrobinę mroczne, pasujące do całej książki i dające nam wyobrażenie poszczególnych postaci, występujących w książce. Brawa za to, w wielu książkach coś takiego jest potrzebne, a zwłaszcza w powieściach fantasy.

Jest jeden minus, dość duży, o który mam ogromne pretensje. Aneta Jadowska ma taką przypadłość, która każe jej za dużo opisywać i za dużo tłumaczyć. Nie pozostawia żadnego niedopowiedzenia, wszystko musimy wiedzieć od razu. Często te opisy świata przedstawionego, przeszłości i charakteru bohaterów po prostu rażą i są strasznie przydługie i nudne. Zapewne autorka robi to po to, aby czytelnik jak najwięcej wiedział o Dzielnicy Cudów i innych zakątkach, ale doprawdy bez przesady. Za dużo tego. Ktoś bardziej złośliwy powiedziałby, że autorka robi to po to, żeby stron było więcej, bo wydawcy lubią długie powieści. Ale ja nie jestem człowiekiem złośliwym. 😉

Fabularnie jest dobrze. Może nie jakoś super, ale znośnie. Akcja na początku rozwija się bardzo powoli – to może trochę denerwować, zwłaszcza czytelników szukających wrażeń od początku. Autorka na początku chciała nam w jak najpełniejszy sposób przedstawić życie Nikity, co trochę odsunęło główny wątek na dalszy plan. Na szczęście po dogłębnym poznaniu bohaterki i jej rozmaitych, często trudnych relacji z ludźmi, akcja rusza z kopyta i trzyma czytelnika w napięciu aż do końca.

Nie jest to powieść, nad którą mam ochotę piać z zachwytu, lecz nie jest też taką, którą mam ochotę wyrzucić przez okno. To dobra historia, z pewnością ciekawa, zapadająca w pamięć i kształtująca wyobraźnię. Chętnie sięgnę po kontynuację. A czytelników, którzy lubią fantasy zapraszam do zapoznania się z Nikitą. 🙂

 

Reklamy

9 myśli w temacie “Często nasze koszmary mają imię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s